Stare volkswageny jako legendy motoryzacji

 

W czasach PRL-u samochód dla zdecydowanej większości Polaków był marzeniem. Po drogach jeździły warszawy, syrenki, fiaty 125 i 126P, polonezy, a wołgi i volkswageny służyły za eksluzywne limuzyny.

Któż z nas nigdy nie jechał poczciwym "dużym fiatem"? Samochód ten wraz z fiatem 126P zmotoryzował nasz kraj. Niezliczone egzemplarze, służące jako taksówki we wszystkich polskich miastach, przewiozły miliony pasażerów. Fiat 125P wystąpił niemal we wszystkich polskich filmach z lat 1970-1990.

Syrenę zna każdy, kto ma więcej niż 25 lat, zresztą młodsi w większości też. Dwusuwowe auto produkowano od 1957 roku. Stało się pierwszą, czysto polską konstrukcją powojenną i miało w sobie coś z ducha październikowej odwilży w 1956 roku.

Warszawa z kolei to pierwsze powojenne polskie auto osobowe, produkowane na licencji radzieckiej Pobiedy. Za małe pieniądze jest już nie zdobycia. Wśród aut z peerelowskimi korzeniami stosunkowo najłatwiej kupić dziś malucha. Był symbolem "małej stabilizacji" z czasów Edwarda Gierka. Lansowano wówczas model rodziny 2+1, z własnym M-3 w blokach i fiatem 126P przed blokiem.

Kiedy pojawiają się na ulicy, wywołują u kierowców i przechodniów uśmiech, przypominają dawne czasy, kiedy auta były prawdziwymi dziełami sztuki, a deska rozdzielcza rzeczywiście wykonana była z... deski. Powoli jednak pojazdy te odchodzą w niebyt, a jeśli się już pojawiają, to jako auta kolekcjonerskie, i co za tym idzie, znacznie droższe.